
MENU Główne
Newsy:
NOWOŚCI ZE ŚWIATA NAUKI
więcej..>>
Jan Paweł II Wielki

Jan Paweł II 1920 - 2005
Nasz Ojciec odszedł z tego świata... Nie pozwólmy by odszedł z naszych serc.
Ostatnia aktualizacja

|
PIKNIK NAUKOWY POLSKIEGO RADIA BIS 2005
Po co nam pikniki naukowe i festiwale nauki?
Setki naukowców, tysiące wykładów, prezentacji, warsztatów,
dziesiątki, a nawet setki tysięcy gości - to statystyka Dni Nauki, festiwali i pikników naukowych. Po co nam one? Czy polską naukę stać na naukowe zabawianie laików?
"Nauka to nie tylko pasja tysięcy naukowców. To poszerzanie
horyzontów społeczeństwa, a także droga dochodzenia do dobrobytu.
Szansę rozwoju ma tylko społeczeństwo wykształcone, za którym stoi
innowacyjna gospodarka. Brak inwestycji w naukę, to inwestycja w
ignorancję - w tym roku podczas festiwalu chcemy na to zwrócić
uwagę" - wyjaśnia prof. Magdalena Fikus, przewodnicząca Rady
Programowej warszawskiego Festiwalu Nauki.
UŚWIADAMIAJĄ, WYCZULAJĄ, POSZERZAJĄ HORYZONTY...
"Festiwale wyczulają też społeczeństwo na potrzeby badaczy.
Dobrze, że zaprasza się gości do walących się pracowni naukowych.
Niech ludzie wiedzą, że nawet w tak spartańskich warunkach polscy
badacze pracują dla dobra całego kraju" - podkreśla.
Podobny punkt widzenia prezentuje Wiktor Niedzicki, telewizyjny
popularyzator nauki. Uważa on, że organizacja festiwali to wręcz
rodzaj obowiązku wobec obywateli.
W liście otwartym do środowisk naukowych napisał: "Nawet najwięksi
znawcy tematu nie są w stanie dotrzeć do wszystkich laboratoriów i
ośrodków naukowych. Chyba nie ma człowieka, który poznał wszystkie
dokonania polskich uczonych. Zaprezentujmy to, co mamy
najlepszego. Przedstawmy podatnikom, na co wydawane są pieniądze
z ich podatków".
NA FESTIWALU MOŻNA ZAROBIĆ
Także naukowcy nie mają wątpliwości, że takie festiwale powinny
się odbywać. W Stanach Zjednoczonych, gdzie system finansowania
nauki różni się od naszego, podobne imprezy mają konkretny wymiar
finansowy. Znaczną część budżetu tamtejszych placówek badawczych
stanowią datki od sponsorów: firm i ludzi. Zwykle raz do roku
instytuty organizują dzień otwarty - zapraszają zainteresowanych,
przekonują, że ich badania warto wesprzeć.
"Prezentujący swoją pracę naukowiec nie tylko zarabia dla swojej
placówki, ale także zmuszony jest poszukiwać argumentów
potwierdzających sens jego pracy. Wymusza to dyscyplinę przy
układaniu kolejnych projektów badawczych. Każdy musi nie tyle coś
tam sobie pobadać, ale znaleźć konkretny problem i go rozwiązać"
- wspomina swoje amerykańskie doświadczenia (proszący o
anonimowość) pracownik Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego.
"Publiczna, regularna prezentacja dokonań bardzo mobilizuje do
pracy. Wystąpień unikali ci, którzy nie mieli się czym pochwalić,
a więc naukowcy, których finansować nie warto" - dorzuca.
INTEGRUJE ŚRODOWISKA NAUKOWE
Do Polski festiwalowa idea trafiła z kilkuletnim opóźnieniem w
stosunku do krajów Europy Zachodniej i USA, ale co roku imprez
przybywa.
Obok dużych ośrodków akademickich (m.in. Warszawa, Kraków,
Wrocław), coraz częściej festiwale organizują ośrodki znacznie
mniejsze, jak Częstochowa, Opole, Bielsko-Biała. Z roku na rok
rośnie też zaangażowanie niepublicznych szkół wyższych. Sprzyja to
lokalnej - na poziomie miasta, a nawet regionu - integracji
środowisk naukowych.
"W Polsce imprezy organizowane są przede wszystkim siłą zapału,
nie pieniądza" - mówi prof. Fikus.
"Naszym entuzjazmem zaraziliśmy już Litwinów. Podglądali nas w
Warszawie, teraz sami organizują taką imprezę. Założyliśmy też
organizację zrzeszającą organizatorów festiwali z całej Europy.
Wymiana doświadczeń sprzyja rozwojowi popularyzatorstwa. W
przyszłym roku polskie imprezy naukowe wyślemy do Barcelony, do
nas przyjadą naukowcy z Luksemburga. To element naukowej
integracji europejskiej" - wyjaśnia.
PAP - Nauka w Polsce, Michał Henzler
Strona 5 z 5
|